P. Józef Glinka SVD * P.O.Box 1186 SB * Surabaya 60011 * Indonesia
email: glinka@indo.net.id
Bezdomna sierota
O małej Małgosi i jej matce Natalii już kiedyś pisałem. Krótko: Narzeczony obiecywał jej małżeństwo, nawet przedstawił ją rodzicom, uwierzyła więc w jego szczere zamiary; jednak gdy zaszła w ciążę, ulotnił się. W takiej sytuacji Natalia przyjechała do Surabaya. Ale kto jej tutaj miał pomóc. Od starszego rodzeństwa usłyszała jedynie wyzwiska. Gdy nadchodził czas porodu, poprosiła proboszcza swojej parafii, by opłacił położną. Ale co dalej? Nie wiem, jak trafiła do mnie. Pomagam, jak mogę; ona prosi jedynie o pieniądze na mleko dla małej. Znajoma z Niemiec mi już raz pomogła. W ubiegłym miesiącu jednak Małgosia zachorowała i musiała być leczona w szpitalu. Duży wydatek – blisko zł 800. Pan Bóg jednak czuwa nad sierotami. Gdy znajomi się dowiedzieli, blisko połowę wydatków pokryli. Mimo to moja kasa caraz bardziej szczupleje.
Natalia mieszka kątem ze swoją starsza siostrą. Musi to być jędza, bo często bardzo brzydko przygaduje Natalii. A ona zapłakana dzwoni do mnie, czy może przyjść. „Ojcze, ja nie mam nikogo, przed kim mogłabym się wyżalić, tylko ojca.” Dzisiaj przyszła bez zameldowania. Szczęściem akurat wróciłem do domu. Tym razem siostra ją po prostu z domu wygnała. Siedziała więc trzy godziny u mnie i płakała. „Dokąd ja pójdę?” Mówię jej, by wróciła do domu.
Gdy chciałem się wykąpać, poszła do Maryjnej groty się pomodlić. „Tam zawsze znajduję spokój i siłę” – mowi. „Ojcze, gdybym się z Małgosią tam u stóp Matki Boskiej się przespała? Matka Boska by się napewno nie obraziła.” „Dziecko – powiadam – wracaj do domu. Noce jeszcze są zimne.” Pojechała. Ale właśnie, gdy to piszę, Natalia telefonuje: „Ojcze, zatrzymałam się u znajomej. Czy jutro mogę znowu przyjść do ojca?” Co mam zrobić? Niech przyjdzie. Nie jest to rozwiązanie, ale czy mogę przed sierotą zamknąć drzwi? Modlę się tylko, by Pan Bóg dał jakieś rozwiązanie. Jednak rozwiązania Pan Bóg jeszcze nie dał.
Już sierota bez ojca, nie posiadająca prawie niczego, jeszcze nie ma się gdzie podziać. Nie ma własnego mieszkania. Siedzi gdzieś kątem, gdzie często dochodzi do konfliktów.
Chodzi o Małgosię. Dzisiaj rano zjawila się Natalia z Małgosią. Jak zwykle przyszła po pieniądze na mleko. Nagle w południe zjawila się znowu – z całą masą pakunków. „Co się stało” – pytam. Natalia w płacz: „Od tygodnia właścicielka domu mi stale przygaduje i dokucza. Dzisiaj znowu. Uciekłam więc stantąd.” „A gdzie ty się chcesz podziać” – pytam. „Gdy mała była w szpitalu, spotkałam ludzi, którzy mnie zapraszali do swego domu. Tam pójdę przenocować, a jutro zobaczę.”
Od poprzedniego wypadku minęło blisko trzy miesiące.
Małgosia była zmęczona i smacznie spała w ramionach mamy. Obie jeszcze nie zdążyły zjeść obiadu. Poszedłem do kuchni. Od obiadu została zupa, ryż i dwa kawałki kurczaka. Przynioslem to do swego pokoju. Obie zjadły z apetytem. Były napawdę głodne.
To awaryjne miejsce zamieszkania nie daje mi spokoju. Może jutro lub pojutrze zjawi się znowu. Dokąd pójdzie potem?
Znam ludzi, którzy mają mieszkania jak małe pałace. Pięć rodzin by się w niejednym zmieściło, ale, jak wiem, bogaci nie bardzo są skorzy przyjmowiać do siebie biednych. Westchnąłem do św. Antoniego, patrona od trudnych sytuacji i stale jeszcze powtarzam: „św. Antoni, pomóż!” W myślach przeszedłem całą gamę znajomych. Zadzwoniłem do jednego. Niestety na trzy tygodnie wyjechał do Kanady. Natalia wspomniała jednak: „Gdy w południe modliłam się przy grocie Matki Boskiej, pewna pani podeszła i zapytała, gdzie mieszkam. Powiedziałam. A ona mi powiedziała, żebym przyszła do niej. Wtedy jeszcze nie wiedziałam, że z domu pojdę.” A może św. Antoni już uprzedził moją prośbę. Oby!
Opowiedziałem o tym koledze. „Daj sobie z tym spokój, bo będziesz miał kłopoty.”
Gdybym zaraz po wojnie nie był bezdomny i często głodny, pewno bym nie wiedział, jak to boli, być ciągle na łasce innych. To rzeczywiście może boleć!
Wczoraj, 16. 11. Małgosia miala urodziny. Ma 2 lata.
17. listopada 2005.
o. Józef Glinka SVD