Józef Glinka SVD, P.O.Box 1186 SB, Surabaya 60011, Indonesia;
email: glinka@indo.net.id
dary: Referat Misyjny Księży Werbistów, PKO Elbląg, nr konta 42 1240 1226 1111 0000 1395 9119
10 kwietnia 2011.
Drodzy Przyjaciele!
Niech zmartwychwstały Pan obdarzy nas wszystkich Swoją mocą i wleje w nasze serca tę radość, jaką obdarzył Swoich uczniów, gdy znowu żywy zjawił się wśród nich.
Serdecznie dziękuję za listy, pamięć w modlitwie i za pomoc, dzięki której mogę tutaj pomagać potrzebującym. Nadal wspieram finansowo siedmioro dzieci. Podrosły już te dzieciaki. Wyniki w nauce mają na ogół bardzo dobre. To sprawia mi oczywiście radość, bo wysiłki nie idą na marne. Mały Jeremiasz już chodzi o własnych siłach, ale lewą rączkę i lewą nogę nadal musi ćwiczyć. Dwa razy tygodniowo zaprowadza go mama na fizjoterapię dla niesprawnych dzieci. Jego mama nie ma pracy; mały dochód ma ze sprzedaży smażonych bananów. Są to oczywiście grosze. Indonezja jest bogata w zasoby naturalne, ale i w korupcję. Jest paru miliarderów, którzy zbogacili się głównie na korupcji. Większość zaś obywateli żyje biednie albo wręcz w nędzy. Kiedyś mnie tu ktoś skrytykował, że daję ludziom „rybę”, zamiast dać im „wędkę”, by sami łowili. To oczywiście obrazowo. Należy tak pomagać, żeby sobie sami pomogli. Nie zrozumiał, że umożliwiając dzieciom naukę, daję im właśnie wędkę. Gdy dorosną, będą sami zarabiać.
Kiedyś od rodaków z Kanady otrzymałem siedmiopłatkową duchową margaretkę. To jest zapewnienie, że w każdy dzień ktoś się za mnie modli. W ubiegłym roku dostałem podobną z Polski, a ostatnio również stąd. Bóg zapłać za to wsparcie.
Może Was zainteresuje, kiedy chrześcijaństwo po raz pierwszy dotarło do Indonezji.
Jeśli takie pytanie postawić pierwszemu z brzegu Indonezyjczykowi, odpowie od razu: „Przywieźli Portugalczycy” albo „To import holenderskich kolonialistwów”. Szczególnie muzułmanie uważają chrześcijaństwo za import kolonialny. A prawda jest inna. Chrześcijaństwo do Indonezji dotarło już w VII wieku. I to nie z Europy, ale z Indii. A skąd się w czasie wzięło chrześcijaństwo w Indiach tak wczesnie?
W czasie Zesłania Ducha świętego kazania św. Piotra słuchali „pobożni żydzi ze wszystkich narodów pod słońcem .... Partowie i Medowie, i Elamici, i mieszkańcy Mezopotamii...” (Dz 2, 5 – 9). Ci, którzy przyjęli Jezusa, wrócili w swoje strony i głosili tam Jego naukę. Nauka Jezusa rozchodziła się nie tylko w kierunku zachodnim, ale i w kierunku wschodnim – do Mezopotamii, do Syrii i do Persji. Jako „pobożni żydzi” używali swojego, czyli aramejskiego języka, którego tamtejsi chrześcijanie używają w liturgii do dzisiaj. Utworzyli własną liturgię – ryty chaldejski i syryjski. Według tradycji św. Tomasz Apostół tam misjonował.
Persja była w stałej rywalizacji z Rzymianami. Gdy wiec w cesasrstwie rzymskim chrześcijan prześladowano, królowie perscy je popierali. Mogło się zatem dobrze rozwijać. Kiedy w 313 roku chrześcijanie w Rzymie otrzymali swobodę wyznania, król perski zaczął im uprzykrzać życie. Wtedy chrześcijanie ruszyli dalej na wschód – do Indii. Ryt syryjski przetrwał w Indiach do dzisiaj w dwu formach, jako ryt syromalabarski i syromalankarski. (w 1987 r. miałem okazję koncelebrować mszę św. w rycie syromalankarskim).
Od stuleci Indonezja miała dobre kontakty z Indiami. Stamtąd przyszedł do Indonezji hinduizm i buddyzm. Kościół indyjski miał świadomość misyjną i w VII w. chrześciańscy misjonarze ruszyli dalej na wschód – do Chin i na archipelag indonezyjski. Widocznie ich działalność odnosiła dobre sukcesy, bo już w VIII w. na archipelagu powstały trzy biskupstwa – archidiecezja na Malace oraz diecezje na Sumatrze i na zachodniej Jawie. Niestety napór islamu w XIII w. zlikwidował tamtejsze chrześcijaństwo Pozostały w niektórych miejscach tylko nazwy. Podobno pierwsi Portugalczycy jeszcze zastali resztki tych chrześcijan. Dziś są tam najbardziej fanatyczni muzułmanie. Chrześcijaństwo w formie rzymskiej przywieźli dopiero Portugalczycy.
Portugalczycy dotarli na archipelag w XVI w. Ciągnęły ich tutaj przyprawy – pieprz, cynamon, goździki i olejek eukaliptusowy Opanowali głównie Moluki. Na wyspach Flores i Timor zbudowali twierdze jako bazy wypadowe. Na każdym statku portugalskim byli zawsze duchodwni – franciszkanie, dominikanie i jezuici. Dotarł tu nawet św. Franciszek Ksawery, nim udał się do Chin. Oni to krzewili religię katolicką.
W XVII w. dotarli tutaj Holendrzy. Zaczęła się rywalizacja o wpływy, w której Holendrzy okazali się mocniejsi. Wreszcie doszło między nimi do porozumienia. Portugalczykom zostawiono Flores i Timor; resztę archipelagu opanowali Holendrzy. Tam, gdzie byli Portugalczycy, byli katolicy, którymi głównie opiekowali się dominikanie. W Holandii oficjalnym wyznaniem był kalwinizm. Katolicy byli dla nich zwolennikami Portugalczyków, dlatego zaczęli kalwinizować katolików na swoim terytorium. Dopiero pod koniec XVIII w. zgodzili się, że katoliccy księża z Holandii mogli opiekować katolikami. Wtedy cały archipelag stanowił jeden wikariat apostolski. Chcąc zahamować rozszerzania się islamu, zgodzili się na pracę misyjną chrześcijan O tym, gdzie jakie wyznanie mogło misjonować, decydował holenderski gubernator. Dwie trzecie kraju – i zawsze strategiczniejsze terytoria – przyznawano kalwinistom. Na innych terytoriach mogli działać misjonarze katoliccy. Wyjątkiem była wyspa Bali. Tam nikomu nie wolno było misjonować, bo tam panował hinduizm. Tak więc dotąd chrześcijanie na Bali stanowią tylko bardzo skromną mniejszość.
W 1808 powstał w Batavii (dzisiaj Dżakarta) wikariat apostolski. Pierwszymi zakonami czynnymi tutaj były urszulanki, które miały prowadzić szkoły dla córek holenderskich urzędników kolonialnych, oraz jezuici. Z czasem przybywały inne zakony. Werbiści przybyli w 1913 roku. Przydzielono im wtedy tzw. Małe Wyspy Sundajskie, czyli od Bali na zachodzie po Timor na wschodzie. Werbiści są najliczniejszym zgromadzeniem w Indonezji. Posiadają 4 prowincje. Kraj podzielony jest 37 diecezji. Szkolnictwo katolickie odgrywało i odgrywa bardzo ważną relę w ewangelizacji tego kraju.
Bardziej szczegółowy opis tego procesu ogłosiłem w czasopiśmie misjologicznym na dawnym ATK. Przed przyjazdem do Indonezji w 1989 r. Jan Paweł II czytał ten artykuł. Zapamiętał moje nazwisko i gdy abp Donatus Djagom przedstawiał nas ojcu św. i doszedł do mnie, Jan Paweł II powiedział: „To jest o. Glinka? Ja czytałem książkę ojca.” Możecie sobie wyobrazić moje zdziwienie. W czasie kolacji pytał mnie, co studiowałem, gdzie studiowałem. Gdy mu powiedziałem, że doktorat i habilitację zrobiłem na UJ, pytaniom nie było końca. Przecież wielu profesorów krakowskich znał osobiście. To było moje pierwsze spotkanie z Janem Pawłem II. W 1991 r. miałem zaszczyt koncelebrować z nim mszę św. i uścisnąć jego dłoń w Castel Gandolfo. Na Flores byłem kucharzem ojca św., a w Castel Gandolfo na prośbę ks. prałata Dziwisza zbadałem jego pokój i sypialnie papieża na obecność żył wodnych.
1 maja uobecnię sobie te dwa spotkania ze świętym. Na podstawie dawnych żywotów świętych można było odnieść wrażenie, że większość z nich już rodziła się świętymi, niektórzy już w kołysce pościli, bo w piątki rzekomo nie ssali piersi matki. Teraz na szczęście już takich żywotów nie piszą. Jan Paweł II pokazał nam, jak wygląda współczesny święty. Można być mistykiem, a jednocześnie spalać się w aktywności, uprawiać sport, pisać wiersze i poematy, podziwiać piękno sztuki i przyrody. To był normalny człowiek, który jednak konsekwentnie realizował wymagania ewangelii na codzień. Przeczytałem wiele na jego temat, ale poznać go naprawdę można było w osobistym spotkaniu. Biło z niego coć, co trudno nazwać. To był człowiek, którego niesposób było nie kochać. Z niego biła dobroć. Przekonywał swoją osobowością. W ciągu swego pontyfikatu zmienił bieg historii. Ktoś mu bliski powiedział, że tyle dokonał właśnie dlatego, że więcej czasu spędzał na kolanach niż na krześle. Jeśli za życia tyle zdziałał, to teraz ma większe możliwości. Wiem, że nadal darzy mnie swoją sympatią i nadal będzie się mną opiekował.
Serdecznie Was pozdrawiam z ciepłej Indonezji.
o. Józef