J—zef Glinka SVD, P.O.Box 1186 SB, Surabaya 60011,
Indonesia;
email: glinka@indo.net.id
dary: Referat Misyjny
Księży Werbist—w, PKO Elbląg, nr konta 42 1240 1226 1111 0000
1395 9119
1
grudnia 2010
Moi Drodzy,
Mamy
piękne kolędy, kt—re budzą w nas wspomnienia.
Parędziesiąt lat temu odprawiałem pasterkę w małym
pokoiku dla ludzi z naszej ambasady. Kiedy zaintonowałem ãWśr—d
nocnej ciszyÓ, musiałem śpiewać sam, bo rodacy się
rozpłakali. ãByliśmy na tylu plac—wkach i dopiero pierwszy raz mamy
pasterkę po polsku.Ó Mnie niekt—rych naszych kolęd też
trochę brakuje w okresie Bożego Narodzenia. Czasem więc sam
sobie jakąś zanucę. Najmocniej jednak do mnie przemawia ãB—g się
rodziÓ, bo ona oddaje całą istotę tego wielkiego wydarzenia.
Nieskończony się rodzi, Ogień krzepnie, Wszechwładny staje
się słaby i rodzi się nagi, Odwieczny wchodzi w ograniczenie
czasem, Syn Boży staje się człowiekiem, by zamieszkać
między nami.
Przeżyjmy
to jedyne wydarzenie historii, by nas ubogaciło!
O
kataklizmach, jakie się u nas zdarzyły, słyszeliście. Po
wielkim trzęsieniu ziemi i tsunami w 2001 roku Niemcy założyli w
morzu urządzenie ostrzegawcze przed tsunami. Na archipelagu Mentawai
jednak nie działało. Okazało się, że rybacy
powykradali całą aparaturę i pewno gdzieś sprzedali.
Kosztowało to życie paruset ludzi. Czy złodzieje poczuli
się odpowiedzialni? Przypuszczam, że nie.
Byłem
kr—tko w Singapurze. Państwo-miasto, kt—re nie ma żadnych bogactw
naturalnych; nawet wodę muszą kupować od Malezji i piasek z
Indonezji, a jednak należą do ekonomicznych tygrys—w. Co za
przeciwstawienie do bogatej Indonezji. Tam nie ma korupcji, a w sprawie
wyksztalcenia stoi Singapur na pierwszym miejscu na świecie. U nas
nauczyciele, r—wnież akademiccy, są prawie najgorzej
opłaconą grupą społeczną. Kiedy 50 lat temu Malezja
otrzymała niezawisłość, prosili indonezyjskich nauczycieli
akademickich o pomoc. Dzisiaj Indonezyjczycy jeżdżą do Malezji
robic specjalizację i doktoraty. Pierwszy premier, ekonomista, od początku
łożył blisko 30% narodowego budżetu na szkolnictwo. Tam
nauczyciel zarabia pięciokrotnie więcej niż jego kolega w
Indonezji. Skutki są oczywiste. Szkolnictwo jest najlepszą i
najskuteczniejszą inwestycją. To jest inwestycja w człowieka.
Pojąłem to już dawno i stale pomagam młodym, by zdobyli
wykształcenie.
Wulkan
Merapi jest jednym z najaktywniejszch wulkan—w świata. Co parę lat
dymi i wyrzuca lawę, ale tym razem szaleje niesamowicie. Ponad 150
zabitych od gorącego pyłu, ponad 26 tysięcy ludzi straciło
dom. Od pyłu pozałamywały się dachy. 7 listopada
miałem odlecieć do Los Angeles. Merapi leży paręset
kilometr—w od Dżakarty, ale z powodu pyłu wulkanicznego
większość międzynarodowych lot—w odwołano.
Jakżesz mały i bezsilny jest człowiek wobec sił natury.
Ciekawe, że łatwiej polecieć w kosmos, niż poznać
tajniki naszej ziemi.
Odlecieć mogliśmy dwa dni p—źniej
bezpośrednio z Surabayi. Z Surabaya do Taipei ponad 5 godzin; w Taipei 13
godzin czekania; z Taipei do Los Angeles ponad 11 godzin lotu. W Taipei
dostaliśmy na lotnisku na 6 godzin hotel. Można więc było
trochę odpocząć. Zabawne, z Taipei odleceliśmy w
środę o p—łnocy, a do Los Angeles przylecieliśmy tego
samego dni w południe. To dzięki granicy czasu, jaką ustalili na
Pacyfiku. Przy wyjściu z lotniska uderzył na chł—d. 12 stopni.
Dla Amerykan—w normalka, chodzili w letniej odzieży, dla nas zmarzlak—w z
tropiku była to jednak prawie zima. Na szczęście następne
dni były cieplejsze. Podobno niedtypowe na tę porę roku. Ja
jednak prawie stale chodziłem w swetrze i marynarce albo w grubej zimowej
kurtce, jaką mi kupili. Dobrze, że zabrałem aparat do mierzenia
ciśnienia krwi. Zaraz pierwszego dnia myślałem, że mi
się aparat w drodze zepsuł, bo miałem 190/90. Mierzyłem
pasrokrotnie i zawsze to samo. Po pobraniu lekarstw ciśnienie się
nieco obniżyło, ale dalekie było od normy. Na
szczęście przy pomocy smsu mogłem się porozumieć ze
swoim kardiologiem w Surabaya. Kazał podwoić dawkę lekarstwa. Pomogło.
Ale następnego dnia to samo. Dotąd nie wiem, czy to był skutek
zmęczenia, czy też podświadomej emocji, bo przed sobą
miałem jeszcze drogę powrotną. W tym względzie
przeważają we mnie geny mojej mamy, kt—ra przed każdą
podr—żą miewała stresy. Po powrocie do domu wszystko się
unormowało. Dla mnie wniosek: nie bardzo nadaję się na
dłuższe podr—że. Stare cielsko widocznie zbyt łatwo
się męczy i trudniej się regeneruje.
Ameryka to inny świat. W Surabaya dopiero od
paru lat zaczęli budować wieżowce jako mieszkania. W Los Angeles
to powszechny widok. Dwudziesto-, trzydziestopiętrowe wieżowce do
pospolity widok. Pojedyńcze domy są na og—ł tylko w dzielnicach
bogaczy. Spos—b jedzenia też inny. Normalne porcje w restauracjach dla
mnie starczyłyby na dwa dni. Przez cały czas opiekowało się
mną paru Indonezyjczyck—w i to jeszcze pochodzących z Surabayi.
Mało więc używałem angielskiego. Miasta i osiedla
połączone są szerokimi autostradami. Trzeba się na nich
jednak orientować, bo zjazd—w i wjazd—w na autostrady mn—stwo.
Flora też inna. Poza trawą i kwiatami
ozdobnymi roślinność była mi nieznana. Klimat chyba
subtropikalny i dość suchy, bo jest mn—stwo sukulent—w. W
pobliżu hotelu zauważyłem tylko jednego ptaka, kruka. Jak na tej
pustyni asfaltowo-cementowej mają żyć ptaki.
W Kalifornii jest mn—stwo hiszpańskich nazw
miejscowości – obok Los Angeles jest Santa Monica, Santa Ana itp. To
są dawne tereny hiszpańskie, kt—re Amerykanie sobie
przywłaszczyli. Nazwy wzięły się pewno od patron—w
kościoł—w tych miejscowości. Los Angeles to po prostu miasto
Anioł—w.
W Los Angeles spotkałem wsp—łbrata, o.
Kabota, urodzonego jak ja w Chorzowie. Gdym się z nim skontaktował,
przyjechał i zabrał mnie na obiad. Koncelebrowałem z nim
mszę św. 14 listopada. Werbiści prowadzą tam cztery
parafie. On jest proboszczem na jednej z nich, na tej najbiedniejszej. Jego
parafianie to w większości latynosi i czarni. Parafia jest bardzo
aktywna. To pewno zasługa księży tam pracujących. Wikarym
jest Indyjczyk. Mają piękny zwyczaj: Po mszy jest kawa i ciastko.
Ludzie mogą się na krotko spotkać.
18
listopada odleceliśmy p—źnym wieczorem. Lot do Taipei trwał
blisko 15 godzin. Niekt—rzy nie mogą pojąć, że podr—ż
w kierunku zachodnim trwa parę godzin dlużj niż w odwrotnym
kierunku. A to prosta sprawa. We wschodnim kierunku lecimy niejako pod
prąd obrotu Ziemi, a w kierunku zachodnim lecimy z obrotem, a więc
cel nam niejako ucieka. W Taipei zgodnie z planem znowu 13 godzin postoju.
Jednak na dwie godziny przed odlotem dowiedzieliśmy się, że lot
do Surabaya jest odwołany. Polecimy dopiero w niedzielę rano do
Dżakarty. 18 to był czwartek, jednak do Taipei doleceliśmy w
sobotę. Z powodu granicy czasu na Pacyfiku straciliśmy w
życiorysie jeden dzień.
Wreszcie
byłem w domu. Co za miłe uczucie. Rozciągnąć się
we własnym ł—żku. Ale zaraz pojawił się nowy problem.
Pomiędzy Los Angeles a Surabayą jest 13 godzin r—żnicy i
potrzeba czasu, by się nasz wewnętrzny zegar przestawił.
Wieczorem nie można było zasnąć, bo wewnętrzny zegar
jeszcze był nastawiony na południe. I odwrotnie, kiedy trzeba
było wstawać, zegar był nastawiony na p—łnoc. Podziwiam
lotnik—w i stewardesy, jak oni sobie z tym radzą. Dwa dni p—źniej
wybrałem się na uniwersytet. Spontanicznie obudziło się we
mnie odczucie: Co to za wieś ta Surabaya. W Ameryce w mieście
sześciopasmowe ulice, a tu najwyżej dwa pasy na ulicach.
Oczywiście
wielu na mnie czekało. Na mnie, na upominki, a niekt—rzy po prostu na pieniądze. Na
książki, na czesne, na lekarza, a nawet na szpital. Szybko się
moje zapasy wyczerpały. Świeże pieniądze będą
dopiero 1 grudnia, ale to niewiele. Trzeba będzie napisać do
Pieniężna, dowiedzieć się, co się tam na moim koncie
się zebrało i poprosić, by mi to przekazali do Surabayi.
Wszystkim
serdecznie dziękuję za listy i za pomoc dla moich podopiecznych. Bez
Waszej pomocy niewielu mogłbym tu pom—c. Niech Wam to B—g obficie
wynagrodzi. Wszystkich Was serdecznie pozdrawiam i życzę wielu
łask z okazji Bożego Narodzenia.
