P. Józef Glinka SVD * P.O.Box 1186 SB * Surabaya 60011 * Indonesia
email: glinka@indo.net.id
Sierpień 2006
Drodzy Przyjaciele,
Kończą się powoli dobre czasy, kiedy o 16. można było usiąść na ganku i delektować się przyjemnym, chłodnym powiewem. Słońce powędrowało do Was i u nas zrobiło się całkiem przyjemnie. Wieczory i noce były wręcz chłodne i rano niejeden z nas kichał, bo go zawiało, jak tutejsi ładnie mówią; dosłownie: „wiatr w niego wszedł”. Teraz słońce już wędruje na południe, czyli do nas, i robi się tu coraz cieplej. Szczyt będzie w październiku i listopadzie, kiedy słońce świecić nam będzie prosto z zenitu. W dodatku grube chmury będą się gromadziły, tak że i w nocy nie będzie ulgi.
Drugie dobre czasy to wakacje na uczelni. Nie było wykładów, ale za to na potęgę się ludzie doktoryzowali, ściślej - zdawali swoje egzaminy i bronili swoich rozpraw. Nie liczyłem, ale od początku lipca do połowy sierpnia w co najmniej dziesięciu brałem udział. Dlaczego taki natłok właśnie w tym czasie? Sierpień jeszcze jest w tym semestrze. Jeśli się nie uda obronić pracy w tym miesiącu, trzeba zapłacić za przyszły semestr. Po 26. września będzie z tym spokój, bo rozpoczyna się Ramadan, miesiąc postu. Przy egzaminach bywają czasem ciekawe układy. Dwa razy „męczyli” muzułmanina sami chrześcijanie. W Indonezji ewenement.
Moi Kochani, muszę Wam serdecznie podziękować za Waszą hojność. Groziło mi prawie „bankructwo” z powodu dodatkowych i niespodziewanych wydatków, o których już wspomniałem w ostatnim liście. Na szczęście na moim koncie w Pieniężnie znalazła dość duża suma, która mnie od „bankructwa” uratowała. Bóg zapłać! Pozostały mi zapomogi dla jednej sieroty i trójki półsierot. Innych żebraków odsyłam, bo to często oszuści.
Niedawno temu usiłowano mnie nabrać. Najpierw dzwonił jakiś iskiński, że ktoś chce mi przekazać dość dużą sumę w dewizach, ale żebym im podał numer swego konta. Na szczęście był u mnie akurat o. Pikor, który dobrze się zna na operacjach walutowych. Powiedziałem więc memu rozmówcy, że słuchawkę przekazuję fachowcowi od spraw bankowych i mój rozmówca od razu odłożył słuchawkę.
Ostatnio zadzwonił do mnie Bowo, „lekarz” z oddziału neurochirugii. Powiada, że na oddziale jest dzieciak z biednej rodziny, który musi mieć operację na wodogłowie. Koszt około 6.000 dolarów. Powiedziałem, że takiej sumy nie mam i najwyżej mogę się postarać o jakichś sponsorów. Nazajutrz rano już zjawił się rzekomy ojciec tego dzieciaka z pytaniem, gdzie te obiecane pieniądze. Był na szczęście dość arogancki, tak że mnie „obudził”: Czyżby znowu oszust? Odesłałem go narazie z kwitkiem i zadzwoniłem do kierownika oddziału neurochirugii. „Na oddziale nie ma lekarza o takim nazwisku, ani dzieciaka z wodogłowiem. Niech kolega będzie ostrożny, bo to pewno oszuści.” Dwa dni później dzwoni „proboszcz” z dość odległej parafii i opowiada mi tę samą historię z wodogłowiem, czy mógłbym pomóc. Popytałem go jeszcze o parę szczegółów i rozmowa się skończyła. Ale zaraz zadzwoniłem na rzekomą parafię i pytam księdza, czy do mnie dzwonił w sprawie dziecka z wodogłowiem. Dowiedziałem się, że ani do mnie nie dzwonił i ani w parafii nie ma dzieciaka z wodogłowiem. Następnego dnia rzekomy „proboszcz” znowu dzwoni: „Operacja już się odbyła, ale pozostały koszta operacji.” Mój telefon pokazuje mi, że facet dzwoni nie z odległej parafii, ale tutaj z miasta. Zapytałem go więc, dlaczego ojciec dziecka już się u mnie nie pokazał, jaki jest jego adres w Surabayi, bo policja go już poszukuje. Pewno skonsternowany odłożył słuchawkę. Nie wiem, czy mi teraz ten oszust już da spokój.
Zastanawialiśmy się z o. Pikorem, skąd miał numer mego telefonu. Doszedłem do wniosku, że w książce telefonicznej uniwersytetu podane są namiary wszystkich pracowników.
O kataklizmach, jakie nawiedziły Indonezję, wiecie z prasy i mego poprzedniego listu. Jawę wschodnią jednak ani trzęsienie, ani tsunami nie dotknęło. Mamy za to inną klęskę ekologiczną. Pewien minister postanowił wydobywać gaz ziemny. Ponieważ główne złoża są u sąsiada, wpadł na pomysł, że będą wiercić nie prostopadle, ale na ukos. Aliści zamiast gazu od miesięcy wypływa błoto zmieszane z ropą. Już zalało paręnaście fabryk, kilka wiosek, autostradę, łączącą Surabayę z Malangiem, zagrożone są rownież tory kolejowe. Rolnicy utracili ziemię i dochody, ale pan minister jakoś nie kwapi się z zapewniniem im odszkodowania. Ponieważ odszkodowanie jakoś nie nadchodzi, niedawno temu poszkodowani pokładli się na torach kolejowych. Czy ten protest jednak coś wskura, nie wiem.
Parę dni temu tamtędy przejeżdżałem. Coś makabrycznego: autostradę podnieśli już o 12 m, wzdłuż autostrady jest nasyp, dniem i nocą pracują tam buldożery i duże wywrotki, stale nasyp podwyższając. Mimo to istnieje stałe niebezpieczeństwo, że wały nie wytrzymają i błoto zaleje dalsze setki hektarów ziemi i odetnie Surabayę od wschodniej i południowej części Jawy wschodniej. Niebezpieczeństwo wzrośnie niebywale, gdy w listopadzie zaczną się monsumowe opady.
Ponieważ za tej prezydentury różnorakich klęsk jest wiele, tzw. „mędrcy” doszli do wniosku, że te nieszczęścia pokazują wyraźnie na zaburzenie harmonii w naturze. Znaczy to, że dwaj panowie na samym szczycie władzy nie harmonizują ze sobą. Wniosek: Jeden z nich powinien ustąpić. Zracjonalizowany człowiek Zachodu pewno się uśmiechnie, słysząc taki argument, ale Indonezyjczyk jest o tym całkiem przekonany. U podstaw leży wierzenie, że pomiędzy mikrokosmosem (człowiekiem) i makrokosmosem istnieje powiązanie, i zaburzenie harmonii w jednym powoduje zakłócenie w drugim.
Co ma piernik do wiatraka? A może jednak coś ma. Uważam, że stara mądrość Wschodu nie jest wyssana z palca. To wynik tysięcy lat obserwacji. Jestem przekonany, że gdyby taki mędrzec znał bliżej dzieje UE, zapowiedziałby jej katastrofę, jako że nie ma tam harmonii pomiędzy sferą materii i ducha. Zresztą cała Europa zdąża do wyludnienia. To już też oznaka dysharmonii i prosta droga do samounicestwienia. Historia uczy nas, że narody, w których nadmierny dobrobyt spowodował rozbicie rodziny. Dziś pozostały po nich tylko ruiny.
Z jednym z kolegów analizowaliśmy sytuację krajową i światową. „I co Pan Bóg na to?” – pytał retorycznie. Był wyraźnie zdeprymowany. Powiedzialem mu, by sobie przypomniał nieco historii. Chyba bywało gorzej niż teraz, a jednak Pan Bóg nie tylko nie pozwolił temu światu znowu utonąć w potopie, ale wzbudzał ludzi, którzy niejako bieg historii zmienili. Dwunastu prostych rybaków posłał, aby przemienili ówczesne, wszechwładne imperium rzymskie. I udało im się? A jak! Kiedyś Stalin drwił z Watykanu: „Ile dywizji ma papież?” W pewnej chwili Pan Bóg powołał Karola z Wadowic, który bez dywizji, tylko siłą swej wiary i słowami natchnionymi Ewangelią, zmienił bieg historii. Stalina z mauzoleum przenieśli gdzieś pod płot Kremla, a do grobu Jana Pawła Wielkiego pielgrzymują codziennie tysiące ludzi.
„Nie bój się, – powiedziałem swemu koledze – Pan Bóg wybrał ciebie i mnie, abyśmy ten świat zmieniali. Kiepscy z nas wojownicy, kruche narzędzia, ale jeśli On będzie mógł działać w nas i przez nas, to z czasem tę Indonezję też zmienimy. Zresztą nasze szeregi stale rosną.” „O, jak niezbadane są wyroki Jego” – pisze św. Paweł, widząc, co się w okół niego dzieje. Sto lat temu na Flores i Timor było paręset katolików. Dziś jest ich tam ponad milion. Powołaniami zaś górują nad całymi kontynentami.
Wy w tym wszystkim macie swój udział. To owoc Waszych darów, a przede wszystkim Waszych modlitw. Bóg zapłać za tę pomoc.
Serdecznie wszystkich pozdrawiam.
o. Józef Glinka SVD