P. Józef Glinka SVD * P.O.Box 1186 SB * Surabaya 60011 * Indonesia

email: glinka@indo.net.id

czerwiec 2006

 

Drodzy Przyjaciele,

            Niebezpiecznie jest żyć w Indonezji. Tak by się mogło wydawać. Jak nie zamachy bombowe, to klęski żywiołowe. Ostatnio rzeczywiście tych jest nieco wiele. Ponad dwa lata temu ogromne trzęsienie w północnej Sumatrze z olbrzymim tsunami i setkami tysięcy ofiar. Niedługo potem trzęsienie na wyspie Nias, a ostatnio natężona działalność wulkanu Merapi i katastrofalne trzęsienie ziemi w okolicach Dżogdżakarty.

            Przypuszczam, że w prasie ukazał się niejeden artykuł na te tematy. Mimo to chciałbym Wam wyjaśnić związki pomiędzy temi klęskami. Tych, dla których sprawa jest oczywista, przepraszam za nudzenie.

            Przed 120 milionami lat cała ziemi tworzyła jeden ląd, zwany Pangea. Powoli ląd zaczął pękać i oddalać się od siebie. Okazuje się, że kontynenty leżą na płytach tektonicznych, które nadal dryfują i dochodzi do kolizji pomiędzy nimi. Nasz archipelag jest częścią płyty euro-azjatyckiej. Od zachodu napiera na nią płyta indo-australijska. Posuwa się ona 70 mm/rok w kierunku wschodnim i północnym, i wciska się pod naszą płytę. To niby niewiele. Ale nasza płyta to też nie piórko i stawia opór, aż ilość nagromadzonej energi wybucha z olbrzymią siłą. Ta siła przy ostatnim tsunami wynosiła podobno tyle samo co 200 bomb atomowych, rzuconej na Hieroszimę. Ten nacisk wytworzył fald na brzegu naszej płyty wysokości 1500 m na długości 700 km. To było powodem tak olbrzymiego tsunami i przesunęło północną Sumatrę o 36 m na zachód. Geolodzy zapowiedzieli na dwa następne lata dalsze trzęsienia, idące w kierunku południowym. Wszystko się zgadza.

            Jest ponad 6200 zabitych, 12000 rannych i dziesiątki tysięcy straciły wszystko. Całe wioski są zrównane z ziemią. Powodem tak wielkich zniszczeń było to, że domy po wsiach budowane były byle jak. Zamiast cementu używano nawet tylko gliny, a jakby nie było, trzęsienie trwało prawie minutę. Świadkowie opowiadali, że domy zapadały się jakby były budowane z kart, grzebiąc pod sobą tysiące mieszkańców.

            Szpitale nie mogly pomieścić rannych. Wielu spało więc pod gołym niebem, a w nocy lał deszcz. Pomoc przybywała z całego świata. Gorzej było z dystrybucją, bo np. do wiosek nie można było wjechać; ruiny nie pozwalały. O paru odległych wioskach w pierwsze dni w ogóle zapomniano.

            Dowiaduję się, że niejedni z Was obawiali się o mnie. Na szczęście Surabaya leży na północnym brzegu Jawy. Podobno niektórzy odczuwali tu małe drżenie ziemi. Ja jednak nie zauważyłem nic.

            Inną „atrakcją” Indonezji są jej wulkany. Czynnych jest ich 127. Znowu – leżą one wszystkie na zewnętrznym wybrzeżu półkola archipelagu. Jest to skutek nacisku i podsuwania się płyty indo-australijskiej po naszą płytę.

            Niech tej geologii starczy.

            O sobie Wam napisałem, że nastąpiła znaczna poprawa zdrowia pod każdym względem. Ale, żebym nie czuł się za bardzo pewny siebie, zaczął mi dolegać ząb. Trzeba go było usunąć. I tu możecie sie uśmiać, bo dla wyrwania jednego zęba, musiałem dostać całkowitą narkozę, ponieważ uczulony jestem na polo- czy też xylokainę. Ale że to na pochyłe drzewo wszystkie koza włażą, z zębem nie miałem najmniejszego problemu, bo nic nie bolał. Za to dostałem rwy kulszowej albo tzw. ischiasza i to zimnego stołu operacyjnego. Teraz leżeć trudno i stać niewygodnie; jedynie przy siedzeniu jako tako nie boli. Chodzę na fizjoterapię z akupunkturą. Mam nadzieję, że za dwa-trzy dni przejdzie.

            Nowoczesne środki przekazu to jednak coś wspanialego. Dzięki nim miałem codzienne relacje z internetu o wizycie Papieża w Polsce. Migawki moglem obejrzeć w telewizji. A potem włoska telewizja podała całą mszę na Błoniach. Aż mi serce rosło, gdym zobaczył te tłumy. Potem telewizja niemiecka podała cały program pobytu Benedykta XVI w Oświęcimiu i Brzezińce. W niedzielę dostałem email od współbrata z Polski z krótką notatką: „Jesteśmy wszyscy pod wrażeniem wizyty Benedykta XVI.” A więc nie tylko ja na końcu świata to odczułem.

            Zmierzamy ku wakacjom. Na jednym uniwerytecie już po egzaminach, a więc zaczęły się już wakacje. Na drugim rozpoczną się za dwa tygodnie. Potem będą już wakacje na dobre. To nie tylko uczniowie i studenci się cieszą na wakacje. My belfrzy też.

            Zmarła babcia małej Małgosi. Na tydzień przed śmiercią ją ochrzciłem. Chorowała parę lat. Córka, która się nią opiekowała, wydała cały swój majątek. By wydostać zwłoki ze szpitala, trzeba było zapłacić należność za szpital, a one nie miały nic. Na szczęście o. Pikor ma wiele relacji i my zażyrowaliśmy opłatę za szpital i zwłoki wydali. Potem o. Pikor załatwił odpowiednio w zakładzie pogrzebowym. Też żyrowaliśmy. Miałbym więc jeszcze do zapłacenia blisko 1500 dolarów. Potem trzeba było pomóc matce Małgosi i jej siostrze na bilet do Dżakarty, a Małgosi na mleko na miesiąc. Pojechały tam, bo ich dawna pracodawczyni przyjęła je z powrotem do pracy. Są jeszcze dobrzy ludzie! Małgosia jest więc teraz w Dżakarcie i codziennie prosi mamę: „Chodźmy do księdza!” Tęskni za mną ta przybrana wnuczka.

            W szkole podstawowej i średniej też są wakacje, ale jednocześnie trwają wpisy na nowy rok szkolny. To znaczy nowe opłaty. A proszących jest paru. Chciał nie chciał musiałem ściągnąć parę tysięcy dolarów z Waszych składek, by móc pomagać potrzebującym. Bóg zapłać za Wasze wielkie serce!

            Czas stosunkowo wolny wykorzystuję na pracę naukową. Mierzi mnie wydanie dwu podręczników dla studentów, które się przeciąga. Ale tak widocznie bywa z pracą zespołową. Kiedyś napisałem oba podręczniki sam w ciągu 5 miesięcy, a teraz chciełibyśmy je uzupełnić, ale za blisko dwa lata dopiero jedna jest gotowa, ale trzeba ją odpowiednio zredagować. Moją pracę habilitacyjną uważam za niedokończoną. Kiedyś miałem nadzieję, ten temat będę mógł kontynuować. Niestety brak pieniędzy i nowe obowiązki odciągnęły mnie od niej. Teraz wracam do części tego tematu, do podziału rasowego Indonezji. Drugi aspekt – etnogenezę – będziemy robili w dwójkę. Do takiego tematu konieczna jest praca zespołowa, bo trzeba zebrać i przeanalizować różne dziedziny. Może przed śmiercią zdołam jeszcze jako tako dokończyć ten temat.

            Mówi się „musztarda po obiedzie”, kiedy coś przychodzi za późno. Ostatnio czasopisma z Polski przychodzą z poważnym opóźnieniem – bożonardzeniowe na Wielki Post, a wielkopostne po Wielkanocy. Podobnie bywa z Waszymi listami. Ale jak spojrzeć wstecz, parę lat do tyłu, to i tak jest postęp, bo wtedy wszystkie przesyłki nasz statek przywoził z Surabayi na Flores i Timor. Wtedy listy i czasopisma przychodziły stadami – po 30-40 naraz. Bożonarodzeniowe przychodziły w marcu, a wielkanocne w lipcu. Jeśli teraz już mamy dostęp do internetu (nawet na Flores) i mamy tzw. komórki, to jest to niesamowity postęp.           

Wszystkich serdecznie pozdrawiam i polecam się nadal Waszym modlitwom.

            Zostańcie z Bogiem!

o. Józef Glinka SVD