P. Józef Glinka SVD * P.O.Box 1186 SB * Surabaya 60011 * Indonesia

email: glinka@indo.net.id

Adwent 2004.

 

Drodzy Przyjaciele!

            Na nadchodzące święta Bożego Narodzenia przesyłam Wam najserdeczniejsze życzenia obfitych łask Bożych. Jakkolwiek tutaj nie ma zwyczaju dzielenia się opłatkiem, to jednak pewno opłatki do mnie z Polski dotrą i w wigilijny wieczór duchowo podzielę się nim z Wami.

            Uf, jak gorąco! Upały w tym roku biją rekordy. Jestem przyzwyczajony do upałów, ale gdy termometr dochodzi do 37 – 38o, to i ja czuję się jak w piecu. Kiedyś w taki upał pojechałem w teren, by dla znajomych szukać wody. Dopiero, gdym wrócił do domu, uświadomiłem sobie, że o mało nie dostałem udaru słonecznego. Szczęście, że mam klimatyzowany pokój i na uczelni klasy też są klimatyzowane, bo jak tu pracować przy takiej temperaturze. Dwa razy już padało, ale od dwu tygodni najwyżej zbierają się chmury, deszczu jednak nie widać. Rzeki już prawie wysychają; ledwo stumyczek wody w nich płynie. Oby to nie były oznaki El Niňo, bo wtedy Ameryka południowa będzie miała powodzie, a my wielką suszę. Dosyć długo nie mogłem tego mechanizmu zrozumieć. Gdzie Indonezja, a gdzie Ameryka? Otóż dzięki obrotom ziemi nagrzana u nas woda morska płynie w kierunku Ameryki południowej i gdy stamtąd nie wróci dołem prąd ochłodzonej wody, oni mają ulewy, a my suszę.

            W poprzednim liście wspomniałem, że mam zamiar wybrać się do Kupangu na Timorze. Trzydzieści lat temu pobłogosławiłem ślub rodziców, potem ochrzciłem mamę i dwoje dzieci, m. in. córkę Tatty. Właśnie Tatty wychodziła za mąż. Ślub był wspaniały i ekumeniczny, bo młody pan jest zielonoświątkowcem. Koncelebrowało nas sześciu księży, a jako świadek oficjalny ze strony kościoła zielonoświątkowców był miejscowy pastor. Chór był od protestantów. Przyjęcie weselne trwało blisko trzy godziny, za to gości było ponad 500. Po uroczystości zapytałem Tatty, kiedy się znowu spotkamy. Uśmiechając się nieco szelmowsko, powiedziała: „Jak Pan Bóg da, to za rok na chrzcinach.”

Indonezyjczycy lubią świętować. 14. listopada muzułmanie ukończyli swój miesięczny post i mieliśmy trzy dni świąt i dodatkowo cztery dni wolne od pracy. Kogo było na to stać, ten albo jechał w rodzinne strony, albo wyjechał w góry albo na Bali. Miasto opustoszało. Ci, którzy zostają w mieście, mają dodatkowy kłopot. Służba wyjeżdża, więc nie ma kto gotować (paniom domu może nie bardzo się chce w taki upał gotować), a większość restauracji jest zamkniętych, bo stamtąd służba też wyjechała.

Na zakończenie postu muzułmanie się nawzajem przepraszają. Ja również telefonuję do znajomych muzułmanów i też przepraszam. Oni też przychodzą do nas. Moje muzułmańskie „wnuki” wszystkie mnie odwiedziły. Oczywiście „opa” musi w domu mieć dla nich cukierki albo – lepiej – czekoladę.

Może zapytacie, dlaczego ich nie nawracam. Nawrócenie jest łaską. Codziennie modlę się za moich bliskich muzułmanów i staram się świecić przykładem, czasem coś mimochodem objaśnię, np. przy okazji Bożego Narodzenia czy Wielkiego Tygodnia lub przy innej sposobności. To są informacje, ale o ich przyjęciu lub nie decyduje właśnie łaska, którą trzeba im wypraszać. Dlatego w dziele misyjnym tak ważna, a może i najważniejsza, jest modlitwa. Trzeba to mieć stale na uwadze. Dlatego serdecznie dziękuję Wam wszystkim, którzy ofiarujecie modlitwy czy zamawiacie msze św. w mojej intencji. To nie tyle jest za mnie, ile za tych moich podopiecznych, z którymi stale prowadzę dialog międzyreligijny. Może kiedyś Pan Bóg poruszy ich serca.

            Dialog międzyreligijny jest jednym z piorytetów w naszym zgromadzeniu. Jest to bowiem niejako wstęp do właściwej pracy misyjnej. Najperw trzeba wiedzieć, w co oni wierzą, bo przecież nie są ateistami. Potem znaleźć punkty styczne pomiędzy religiami czy światopoglądami, a dopiero potem można ewentualnie mówić, o tym, co mamy wspólnego, a gdzie się różnimy. Przy tym trzeba stać przy realiach i unikać wszelkich przesądów. A tych po obu stronach jest niezmiernie wiele.

            Zapytam na przykład, z czym się Wam kojarzy islam. O samej religii nie wiecie zbyt dużo albo prawie nic. Z telewizji, z prasy wytworzyliście sobie obraz, przesąd – islamita równa się terrorysta. Okazuje się, np. u nas w Indonezji, że większość islamitów potępia terroryzm. Ale o tym prasa w Polsce nie pisze. Gdybyście mieli kontakt ze społeczeństwem muzułmańskim, pewno pozbylibyście się powyższego uprzedzenia. Ja też przed przyjazdem do Indonezji o muzułmanach i o islamie miałem zupełnie mętne wyobrażenie. To samo dotyczy hinduistów, buddystów i każdej innej religii.

            Muszę powiedzieć, że muzułmanom wpajają jak najgorszy obraz chrześcijaństwa, pomijąc nawet to, co w Koranie jest tam pozytywnego. Wykrzywiają ten obraz ze strachu, by się komuś chrześcijaństwo nie spodobało. Jedną z takich bajek jest rzekomy politeizm chrześcijan. Mają trzech Bogów – Ojca, Syna i Ducha św. Argumentują naiwnie: Jakżeż Bóg Ojciec może mieć Syna, skoro nie ma żony. Innym „argumentem” jest teza, że chrześcijaństwo jest wrogie islamowi – patrz wyprawy krzyżowe. Jeden z nauczycieli religii na uniwersytecie nawet posunął się tak daleko, że Matkę Boską określił jako rozwiązłą kobietę, bo przed zamążpójściem zaszła w ciążę. Nie spodziewał się, że dostanie sprzeciw od własnych studentów, bo Koran właśnie o Jezusie (Isa) i Marijam ma wspaniałe teksty. Wyraźnie pisze, że Marijam poczęła za ingerencją Boga oraz wśród ludzi nie ma szlachetniejszej od Marijam i jej Syna Isa (arabskie Jezus). Koran również każe „szanować tych, którzy otrzymali Pismo przed wami”, czyli żydów i chrześcijan. Oczywiście Isa nie jest Synem Bożym, jest tylko największym prorokiem. Za czasów Mahometa w Arabii żyli żydzi i chrześcijanie, również arabscy.

            Islamici czytają Koran po arabsku; od dziecka uczą się go na pamięć. Na ile go rozumieją, to inna rzecz. Uczą się co prawda arabskiego, na ile jednak go opanowują, trudno powiedzieć. Koran jest więc tłumaczony na j. indonezyjski; zawsze w jednej kolumnie oryginalny tekst arabski, a w drugiej tłumaczenie. Jednak tłumaczyć można na różne sposoby. Często tłumaczenie jest już interpretacją. Znany islamolog indonezyjski, jezuita, twierdzi, że tłumaczenie indonezyjskie jest tendencyjnie antychrześcijańskie. Trudno go zrozumieć, dlatego czytałem je w tłumaczeniu niemieckim.

            Osobiste zachowania są jednak wypadkową wielu czynników – uprzedzeń, charakteru, wychowania, kultury. Religia ma wielki wpływ na kulturę, ale kultura ma także wielki wpływ na wyrażanie religii. Możecie sami stwierdzić, jak inaczej wygląda pobożność polska i np. niemiecka, choć obie są katolickie. Zapytałem kiedyś kolegi, jak to było możliwe, że w Mina, w Arabii, zginęło tyle ludzi, po prostu zadeptanch przez innych pątników. A on tu na Arabów od świń. „Jak to – pytam – oni islamici i ty islamita, a wyzywasz ich od świń.” „Tak, bo oni ładowali na ciężarówki wszystkich, nie patrząc, czy ktoś jeszcze żyje.” „To powiedz mi teraz – pytam – gdzie leży różnica pomiędzy twoim islamem a ich islamem?” Zaniemówił, bo się nigdy nad tym nie zastanawiał. „A może ta różnica nie leży w religii, ale w kulturze?” – zagaduję.

            Indonezyjscy terroryści to wszystko albo rdzenni Arabowie (choć nie każdy Arab jest terrorystą) albo tacy, którzy w Arabii studiowali. A Arabia Saudyjska jest najbardziej nietolerancyjnym krajem muzułmańskim.

            Kto abonuje „Gościa Niedzielnego”, ten nieraz znajdzie tam moje teksty, ponieważ zamianowali mnie korespondentem Azji Południowo-Wschodniej.

            Szczęść Boże! Nadal polecam się Waszym modlitwom.

o. Józef Glinka SVD